Śledź mój Fanpage!

Jak być Pracoholikiem ale się nie Wypalić?

13 maja, 2013 16:43, komentarzy 13

pracoholizm

Po 15-stu latach w IT powoli zaczynam nienawidzić ekranu, na który codziennie patrzę po kilkanaście godzin. Pojawiają się wątpliwości co do kierunku, w którym podążam. Zazwyczaj jak w coś wchodzę to nie odpuszczam, co nie wyklucza spadku nastroju i mało pozytywnego podejścia do życia. Czy pracoholik ma przechlapane?

Zdobądź fanów

Warto mieć ludzi, którzy wierzą w Twój pomysł i kibicują. Nie mówię, że potrzebne Ci towarzystwo wzajemnej adoracji, które bezkrytycznie mówi Ci, że jesteś najlepszy. Chodzi o to aby już w pierwszych etapach startupu, sprawdzić czy Twój pomysł się komukolwiek podoba. Jeśli tak to dbaj o ciągłą komunikację z takimi osobami i pokazuj kolejne efekty swojej pracy.

Ciągły feedback motywuje i nie odbijasz się wyłącznie od swoich myśli, patrząc na statystyki. Same liczby do niczego Cię nie zaprowadzą. Jesteś człowiekiem i zdarzy Ci się być zdołowanym. W wyjściu z dołka najlepiej pomogą Ci inni ludzie.

Kochaj to co robisz!

Ostatnio pisałem o tym, że bardziej doświadczone osoby mają szanse budować udane startupy, których produktów sami nie użyją. Moim zdaniem to szansa dla nielicznych. Poza tym pomyśl: czy nie szkoda Ci czasu na tworzenie rzeczy, które Cie nie pasjonują? Czy w wieku 70 lat powiesz sobie: ojej, jak byłem młody to mogłem zarobić X zł więcej? Myślę, że prędzej będziemy żałować spędzania czasu przy czymś co nas mało interesuje.

Pieniądze, jeśli nie idą w parze z innymi plusami, naprawdę nie dają szczęścia. Każdy pracoholik po przejściach to wie. Ja z roku na rok zarabiam coraz więcej. Ale ciągle mam wrażenie, że pieniędzy w moim portfelu jest za mało. Buduj z pasją i na dużym rynku, coś czego inni potrzebują, a pieniądze przyjdą wcześniej czy później.

Twórz klimat misji w zespole

Bardzo, ale to bardzo ważne jest z kim pracujesz. Jeśli w Twoim zespole startupowym normą są codzienne komentarze o użytkownikach typu: „znowu jakiś debil kupił nasze konto premium”… Cóż, chyba trudno tu mówić o empatii i o środowisku do budowania prawdziwej motywacji. Potrzebne są Ci  osoby, które są zmotywowane na cele biznesowe ale także na misję projektu.

Szczerze mówiąc wolę zatrudnić słabszego programistę, który cieszy się z tego, że ktoś używa jego wypocin, niż olimpijczyka, który wszystkich klientów traktuje jak stado baranów.

Dla mnie najważniejsze jest to, że jak każdy miewam dołki i wzloty. Wzajemne uzupełnianie się, w czacie spadku nastroju jednego z nas, jest nie do przecenienia. Ma to oczywiście sens jeśli w takiej sytuacji wyręczą Cie osoby, które wierzą w ten projekt tak samo jak Ty (misja).

Dekomponuj cele

Fajnie jest mieć długoterminową wizję, jak Twój startup będzie wyglądał za 5 lat. Będzie miał 10 mln użytkowników i zarabiał krocie. Ok, ale czy widzisz drogę do tego celu? Zapisana wizja jest dobra, ale codzienne odnoszenie się do niej, moim zdaniem, demotywuje. Lepiej ustalić cele na dany tydzień lub miesiąc. Wtedy będzie szansa osiągnięcia tych celów i ich celebracji. Szkoda się codziennie dołować, że wizja jeszcze nie została osiągnięta (syndrom „jak chcę już”).

„Think big, do small steps”. Co prawda Growth Hackerzy szukają dróg na skróty, aby robić długie susy 🙂 ale startup to głównie działania krok po kroku.

Każdego ranka idź na siłownię

Znam ludzi, którzy bezproblemowo siedzą przy kompie po 16h na dobę. Taki pracoholik musi potem wymieniać kręgosłup, a kolana odmawiają mu posłuszeństwa. Problemy zdrowotne, w razie dołka biznesowego, mogą nas jeszcze dodatkowo dobić. „Jestem nieudacznikiem, któremu nic nie wychodzi i do tego jestem dziadem, który nie może wstać z krzesła.”

Sam Internet nie jest naturalnym środowiskiem funkcjonowania dla człowieka. Ciągły brak ruchu, klimatyzacja i patrzenie w jeden bliski punkt. Psycholodzy co raz częściej wymieniają tzw. terapię ewolucyjną, jako najlepszy sposób na depresję czy obniżki nastroju. Polega ona m.in. na odpowiedniej ilości ruchu, naświetlania słonecznego i kontaktach z innymi ludźmi, na żywo. To zamiast Prozacu, ewentualnie Red Bulla na biurku.

pracoholik

„Zapakuj, potem zjedz stejka to Ci przejdzie :)”

Endorfiny to nie bajka. Regularne 30 min bieżni z rana, pozwala utrzymać dobre samopoczucie cały dzień. Do tego sauna pomoże zapomnieć o całym Bożym świecie. A to pozwala złapać perspektywę w kontekście najbliższym zadań i umożliwić naszemu mózgowi podjęcie decyzji w tzw. background (Eureka).

Nagradzaj się

Brak celebracji osiągania małych celów to nie tylko nieumiejętność cieszenia z własnych wyników. To także brak szansy na to aby poczuć, że idziesz w jakimś kierunku i pokonujesz kolejne przeszkody. Powiem więcej. To brak szacunku dla samego siebie, a idąc jeszcze dalej, brak akceptacji samego siebie. Jeśli traktujesz siebie jak konia pociągowego, który nigdy nie odpuszcza i ciągle mu za mało, to pierwszy krok do przepaści samo-wypalenia.

Pracujesz w jakimś celu. Z jednej strony aby się samorealizować, z drugiej strony aby być szczęśliwszym po pracy. Skoro masz nadwyżkę, to może zamiast znowu reinwestować, warto wybrać się raz w tygodniu na masaż, a potem popić jakiegoś owocowego drinka w szlafroku (sam stosuję). Nie katuj się wpisami z TechCrunch jak to kolesie po 5-ciu latach w virtualu dostali dofinansowanie. Życie jest za krótkie, aby ciągle czekać na wejście na podium.

Poszalej czasem

Obowiązkowa, męska wódeczka raz na miesiąc, ze znajomymi, to mój standard. To sposób, żeby nie zwariować w świecie, który pędzi co raz szybciej. To mocniejsza wersja codziennej siłowni, dla zapomnienia o wszystkim. Perspektywa i opanowanie w biznesie to podstawa. Taka impreza może Ci pozwolić zobaczyć inne kolory życia.

pijany startup

„Szefie, już wysyłam statystyki…”

Dla mnie ciągła rozmowa o konferencjach, seed’ach, dofinansowaniach i UX, powodują, że po jakimś czasie zbiera mi się na wymioty. Wejście od czasu do czasu w totalny chaos i brak kontroli, przypomina mi, że jestem tylko człowiekiem, a nie maszyną do zarabiania.

Pracoholik – podsumowanie

Powyższe pozwalają mi pomimo dużego zaangażowania w moje projekty, zachować umiar wtedy kiedy trzeba. Jeśli się opiekuję swoim dzieckiem to nie sprawdzam nerwowo, co chwila statystyk na swoim telefonie, itp. Nawet jako pracoholik.

Cykle miesięczny, tygodniowy, dzienny, nie są regułą. Musisz sam znaleźć swoją formułę. Najważniejsze abyś zaczął jej szukać kiedy zaliczasz co chwila zjazd. Taki startup potrafi wtedy stać się klatką, w której kolejne dni tracisz na boksowanie się z virtualem, zamiast czasem dojrzeć, że za oknem powoli nadchodzi wiosna. Szanuj się 🙂